- Widzisz co się z nią dzieje. Mówię ci jedźmy do tego ośrodka. Ponoć ten lekarz pomógł już wielu osobom. Spróbujmy. - szeptała mama, co chwila zerkając czy się nie zbliżam.Jeszcze bardziej schowałam się za rogiem ściany.
- Sam. Skończ. To prawda że się zmieniła. Każdy po takim przeżyciu się zmienia. Nie sądzę że ten lekarz będzie potrzebny. A po za tym wątpię Rosalie się zgodzi. - tato próbował zmienić zdanie mojej mamy. Miałam ochotę wyjść zza tej ściany i krzyknąć że zgadzam się z nim. Moja mama od czasu wypadku i śmierci mojej siostry stała się straszną panikarą. Co chwilę próbuje wysłać mnie na jakąś terapię bo jak twierdzi ,, Zachowuję się jakbym podczas wypadku straciła orientację w świecie ''. Całe dnie mnie kontroluje, jakbym miała za chwilę zniknąć. Powoli mam już tego wszystkiego dość. Od kilku dni po mojej głowie chodzą myśli ucieczki. Tylko pytanie gdzie?
- Dobrze wiesz że zawsze mam rację,prawda? Mówię jedźmy tam. Jeśli ze mną tam nie pojedziesz to możesz się do mnie nie odzywać. - zaszantażowała mama, bliżej podchodząc do taty. Cóż moja mama jest bardzo przekonująca. Z resztą ona zawsze faworyzowała moją siostrę Taylor. Ona zawsze w oczach mamy była tą najlepszą tylko dlatego że ja wolałam sport od zakupów. Tylko tata mnie rozumiał. I teraz miałam nadzieję że nie zgodzi się z mamą.
- Sam. - westchnął. - Zgoda jedźmy tam. Ale jeśli ona zacznie się od nas oddalać to będziesz to naprawiać. - tato postawił jasny warunek. Nie wierzę w to co dzieje się teraz w naszej rodzinie. Wszyscy się od siebie oddalają.
Teraz już miałam dość. Gniew we mnie panował. Postanowiłam wkroczyć.
- Sam. Skończ. To prawda że się zmieniła. Każdy po takim przeżyciu się zmienia. Nie sądzę że ten lekarz będzie potrzebny. A po za tym wątpię Rosalie się zgodzi. - tato próbował zmienić zdanie mojej mamy. Miałam ochotę wyjść zza tej ściany i krzyknąć że zgadzam się z nim. Moja mama od czasu wypadku i śmierci mojej siostry stała się straszną panikarą. Co chwilę próbuje wysłać mnie na jakąś terapię bo jak twierdzi ,, Zachowuję się jakbym podczas wypadku straciła orientację w świecie ''. Całe dnie mnie kontroluje, jakbym miała za chwilę zniknąć. Powoli mam już tego wszystkiego dość. Od kilku dni po mojej głowie chodzą myśli ucieczki. Tylko pytanie gdzie?
- Dobrze wiesz że zawsze mam rację,prawda? Mówię jedźmy tam. Jeśli ze mną tam nie pojedziesz to możesz się do mnie nie odzywać. - zaszantażowała mama, bliżej podchodząc do taty. Cóż moja mama jest bardzo przekonująca. Z resztą ona zawsze faworyzowała moją siostrę Taylor. Ona zawsze w oczach mamy była tą najlepszą tylko dlatego że ja wolałam sport od zakupów. Tylko tata mnie rozumiał. I teraz miałam nadzieję że nie zgodzi się z mamą.
- Sam. - westchnął. - Zgoda jedźmy tam. Ale jeśli ona zacznie się od nas oddalać to będziesz to naprawiać. - tato postawił jasny warunek. Nie wierzę w to co dzieje się teraz w naszej rodzinie. Wszyscy się od siebie oddalają.
Teraz już miałam dość. Gniew we mnie panował. Postanowiłam wkroczyć.
- Gdzie jedzcie ? - zapytałam podchwytliwie. Rodzice szybko wymienili się spojrzeniem.
- Do sklepu. - odpowiedziała mama, nawet na mnie nie patrząc. Na twarzy ojca widziałam zmieszanie. Nie lubił mnie okłamywać. Postanowiłam dalej kontynuować podchwytliwą rozmowę.
- Teraz? O dwudziestej ? Przecież byliście już rano na zakupach.
- No tak, ale zapomnieliśmy o paru produktach. Nic wielkiego. - wtrącił się ojciec. Zabawne, nawet on zaczął kłamać mi w oczy.
- No.. to może mogę jechać z wami? - naciskałam.
- Nie! Nie jedziesz. - podniosła głos mama. Łzy naleciały mi do oczu.
- Żono. Uspokój się. - szepnął mamie do ucha. Udałam się ku schodom do mojego pokoju.
- Ostatnio zachowujecie się jakbym to zabiła Taylor. Kiedy zrozumiecie że to ona prowadziła? Mamo, zawsze miałyśmy złe kontakty ale teraz ? Widzę że cały czas mnie osądzasz o ten cholerny wypadek. A ty tato, kłamiesz mi prosto w oczy. - krzyczałam.
-Córciu, daj mi to wytłumaczyć...
- Nie,tato teraz ja mówię. To co może powiecie mi gdzie tak naprawdę jedziecie? Słyszałam wszystko. Wiecie co? Nie chcę was znać. - szybkim krokiem pobiegłam na górę do swojego pokoju. Nie zważając na to że podczas biegu strąciłam wazon wbiegłam do swojego pokoju. Chwyciłam swoją kosmetyczkę, która leżała na szafeczce nocnej. Trzymając ją w ręku weszłam do łazienki i zamknęłam ją na klucz.
Po raz pierwszy w życiu czułam bezradność. Czułam jak wszystko zaczyna mi się walić. Czy to tak ma już zawsze wyglądać? Czuje presję, którą nakładają na mnie inni. Nie ma już Taylor a ja mam im ją zastąpić. Ja nie potrafię. Ona była moim przeciwieństwem.Stojąc przed lustrem wyjęłam żyletkę. Długo bawiłam się nią w palcach zastanawiając się czy to jest właśnie to co chcę. Pewna część mnie była ciekawa, ciekawa jak to jest i czy to naprawdę pomaga. Spróbować czy nie? Ciekawość ogarnęła całe moje ciało.
Oparłam kolano o róg umywalki chcąc mieć lepszy dostęp do kolana. Na początek lekko przyłożyłam metalowy przyrząd do skóry mając ostatnie chwile zawahania. Raz, dwa trzy. Przycisnęłam przyrząd i czułam jak przecina moją skórę. Cichy pisk wydał się z moich ust. Myślałam że to mniej boli. Przesunęłam żyletkę w prawo powiększając dziurę nim spowodowaną. Zamknęłam oczy a usta zacisnęłam w cienką linię. Mimo bólu, który ogarnął moje ciało poczułam pewnego rodzaju ulgę. Teraz rozumiałam te wszystkie osoby które się tną. Nigdy nie wiedziałam po co to robią i czy daje to satysfakcję, ale teraz już wiem. Daje. Robiąc jeszcze dwie kreski na kolanie, krew spływała z kolana sączyła się coraz mocnej. Po krótkiej chwili cięcie kolana nie dawała mi ukojenia. Mocno wypuściłam powietrze z ust przenosząc zakrwawioną żyletkę na lewy nadgarstek. Kiedy metal dotknął moją skórę poczułam jak coś nie daje mi tego zrobić. Dopiero teraz kiedy już to robiłam mój głos wewnętrzny się odezwał.
Już chciałam odłożyć metal bo zdałam sobie jaką głupotę sobie zrobiłam, ale przestraszyło mnie pukanie do drzwi łazienki.
- Córciu, przepraszam to nie miało tak wyjść. - kiedy niespodziewanie usłyszałam głos taty wystraszyłam się czego wynikiem było mocniejsze przyciśnięcie żyletki do skóry. Krew sączyła się mocniej niż na kolanie. Z moich oczu zaczęły spływać łzy. Szybko wyrzuciłam żyletkę łapiąc wolną ręką ranę. Nadstawiłam nadgarstek nam umywalkę.
- Dajcie m..mi spokój. - szepnęłam. Przez moją lewą rękę przeszedł straszny ból. Cholera czy ja zawsze muszę zrobić coś głupiego?
- Rosalie, tylko proszę nie rób nic głupiego. - cóż za późno tato. Ugryzłam się w wewnętrzną część policzka. Chwilę później słyszałam zamykające się drzwi mojego pokoju. Odkręciłam kurek z zimną wodą i przemyłam ranę. Trochę szczypało mnie, ale przeżyłam. Chwyciłam w rękę ręcznik i zmoczyłam go wodą. Przyłożyłam go do ran na kolanie.
Kiedy krew już nie sączyła się już z moich ran wyszłam z łazienki znów słysząc kłótnie rodziców.
- Nie, ja jadę po tego lekarza. Nie widzisz że coś dzieję się z jej głową. Nigdy nie podniosła na nas głosu. Stała się z niej mała gówniara. - nie mogłam w to uwierzyć. Moja własna matka. Z bezradności opuściłam ramiona trzaskając drzwiami.
Miałam dość. Wszystko mnie przerasta. Usiadłam na łóżku kuląc nogi w kłębek. Może mama ma rację. Ostatnio naprawdę dziwnie się zachowuję. Ugh, proszę zabijcie mnie. To ja chce być na miejscu Taylor. Łzy niespodziewanie zaczęły wypływać z moich oczu. Przetarłam obolałą ręką mój policzek, głośno przy tym wzdychając. Położyłam całe swoje ciało na moim łóżku i zaczęłam rozmyślać.
- Dobrze idę tam z tobą ale jestem pewien że to nie pomoże! - po raz kolejny usłyszałam krzyk, tym razem z ust ojca. Nie tato nie rób mi tego. To krzyczała moja podświadomość. Chwilę później usłyszałam trzask zamykających się drzwi. Zajebiście, wręcz.
Leżąc na łóżku rozmyślałam czy moją sytuację da się jeszcze uratować. Jedynym sposobem jest ucieczka, tylko cholera gdzie. Myśl Rose, myśl. Stukałam palcem w brodę, mając nadzieję że to jakoś pomoże. Moje rozmyślenia przerwał dźwięk esemesa. Szybko wyjęłam telefon z kieszeni spodni i odblokowałam go.
- Do sklepu. - odpowiedziała mama, nawet na mnie nie patrząc. Na twarzy ojca widziałam zmieszanie. Nie lubił mnie okłamywać. Postanowiłam dalej kontynuować podchwytliwą rozmowę.
- Teraz? O dwudziestej ? Przecież byliście już rano na zakupach.
- No tak, ale zapomnieliśmy o paru produktach. Nic wielkiego. - wtrącił się ojciec. Zabawne, nawet on zaczął kłamać mi w oczy.
- No.. to może mogę jechać z wami? - naciskałam.
- Nie! Nie jedziesz. - podniosła głos mama. Łzy naleciały mi do oczu.
- Żono. Uspokój się. - szepnął mamie do ucha. Udałam się ku schodom do mojego pokoju.
- Ostatnio zachowujecie się jakbym to zabiła Taylor. Kiedy zrozumiecie że to ona prowadziła? Mamo, zawsze miałyśmy złe kontakty ale teraz ? Widzę że cały czas mnie osądzasz o ten cholerny wypadek. A ty tato, kłamiesz mi prosto w oczy. - krzyczałam.
-Córciu, daj mi to wytłumaczyć...
- Nie,tato teraz ja mówię. To co może powiecie mi gdzie tak naprawdę jedziecie? Słyszałam wszystko. Wiecie co? Nie chcę was znać. - szybkim krokiem pobiegłam na górę do swojego pokoju. Nie zważając na to że podczas biegu strąciłam wazon wbiegłam do swojego pokoju. Chwyciłam swoją kosmetyczkę, która leżała na szafeczce nocnej. Trzymając ją w ręku weszłam do łazienki i zamknęłam ją na klucz.
Po raz pierwszy w życiu czułam bezradność. Czułam jak wszystko zaczyna mi się walić. Czy to tak ma już zawsze wyglądać? Czuje presję, którą nakładają na mnie inni. Nie ma już Taylor a ja mam im ją zastąpić. Ja nie potrafię. Ona była moim przeciwieństwem.Stojąc przed lustrem wyjęłam żyletkę. Długo bawiłam się nią w palcach zastanawiając się czy to jest właśnie to co chcę. Pewna część mnie była ciekawa, ciekawa jak to jest i czy to naprawdę pomaga. Spróbować czy nie? Ciekawość ogarnęła całe moje ciało.
Oparłam kolano o róg umywalki chcąc mieć lepszy dostęp do kolana. Na początek lekko przyłożyłam metalowy przyrząd do skóry mając ostatnie chwile zawahania. Raz, dwa trzy. Przycisnęłam przyrząd i czułam jak przecina moją skórę. Cichy pisk wydał się z moich ust. Myślałam że to mniej boli. Przesunęłam żyletkę w prawo powiększając dziurę nim spowodowaną. Zamknęłam oczy a usta zacisnęłam w cienką linię. Mimo bólu, który ogarnął moje ciało poczułam pewnego rodzaju ulgę. Teraz rozumiałam te wszystkie osoby które się tną. Nigdy nie wiedziałam po co to robią i czy daje to satysfakcję, ale teraz już wiem. Daje. Robiąc jeszcze dwie kreski na kolanie, krew spływała z kolana sączyła się coraz mocnej. Po krótkiej chwili cięcie kolana nie dawała mi ukojenia. Mocno wypuściłam powietrze z ust przenosząc zakrwawioną żyletkę na lewy nadgarstek. Kiedy metal dotknął moją skórę poczułam jak coś nie daje mi tego zrobić. Dopiero teraz kiedy już to robiłam mój głos wewnętrzny się odezwał.
Już chciałam odłożyć metal bo zdałam sobie jaką głupotę sobie zrobiłam, ale przestraszyło mnie pukanie do drzwi łazienki.
- Córciu, przepraszam to nie miało tak wyjść. - kiedy niespodziewanie usłyszałam głos taty wystraszyłam się czego wynikiem było mocniejsze przyciśnięcie żyletki do skóry. Krew sączyła się mocniej niż na kolanie. Z moich oczu zaczęły spływać łzy. Szybko wyrzuciłam żyletkę łapiąc wolną ręką ranę. Nadstawiłam nadgarstek nam umywalkę.
- Dajcie m..mi spokój. - szepnęłam. Przez moją lewą rękę przeszedł straszny ból. Cholera czy ja zawsze muszę zrobić coś głupiego?
- Rosalie, tylko proszę nie rób nic głupiego. - cóż za późno tato. Ugryzłam się w wewnętrzną część policzka. Chwilę później słyszałam zamykające się drzwi mojego pokoju. Odkręciłam kurek z zimną wodą i przemyłam ranę. Trochę szczypało mnie, ale przeżyłam. Chwyciłam w rękę ręcznik i zmoczyłam go wodą. Przyłożyłam go do ran na kolanie.
Kiedy krew już nie sączyła się już z moich ran wyszłam z łazienki znów słysząc kłótnie rodziców.
- Nie, ja jadę po tego lekarza. Nie widzisz że coś dzieję się z jej głową. Nigdy nie podniosła na nas głosu. Stała się z niej mała gówniara. - nie mogłam w to uwierzyć. Moja własna matka. Z bezradności opuściłam ramiona trzaskając drzwiami.
Miałam dość. Wszystko mnie przerasta. Usiadłam na łóżku kuląc nogi w kłębek. Może mama ma rację. Ostatnio naprawdę dziwnie się zachowuję. Ugh, proszę zabijcie mnie. To ja chce być na miejscu Taylor. Łzy niespodziewanie zaczęły wypływać z moich oczu. Przetarłam obolałą ręką mój policzek, głośno przy tym wzdychając. Położyłam całe swoje ciało na moim łóżku i zaczęłam rozmyślać.
- Dobrze idę tam z tobą ale jestem pewien że to nie pomoże! - po raz kolejny usłyszałam krzyk, tym razem z ust ojca. Nie tato nie rób mi tego. To krzyczała moja podświadomość. Chwilę później usłyszałam trzask zamykających się drzwi. Zajebiście, wręcz.
Leżąc na łóżku rozmyślałam czy moją sytuację da się jeszcze uratować. Jedynym sposobem jest ucieczka, tylko cholera gdzie. Myśl Rose, myśl. Stukałam palcem w brodę, mając nadzieję że to jakoś pomoże. Moje rozmyślenia przerwał dźwięk esemesa. Szybko wyjęłam telefon z kieszeni spodni i odblokowałam go.
Kiedy krew już nie sączyła się już z moich ran wyszłam z łazienki znów słysząc kłótnie rodziców.
OdpowiedzUsuńKiedy krew już nie sączyła się już z moich ran wyszłam z łazienki znów słysząc kłótnie rodziców.
Usuń